Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/500

Ta strona została skorygowana.

Herminii i został przez ojca z najżywszą radością przyjęty...
Panna podała mu rękę, pierścionki zamienione... termin ślubu oznaczony... tak...
Załamała ręce i potoczyła oczami jakby obłąkanemi pani Robert’owa.
— Röttler moja — nie zrozumiesz mnie może, nazwiesz dziwaczką... serce moje się trwoży — niewypowiedziany opanowuje mnie niepokój. Boję się — sama nie wiem czego się boję... Ty wiesz, bo ja dla ciebie nie mam tajemnic, tyś umysłem wyższa nad tłum i nad przesądy... łączą mnie z hrabią węzły najczulsze... tak... kocha mnie... jestem go pewna, panuję nad nim... pewna jestem przyjaźni jego dla mojego Alfa — a... trwożę się — lękam, drżę... Serce mi się ściska...
— Czém? dlaczego? odezwała się powoli wciskając chude i długie palce w rękawiczki numeru siedm i pół, gdy w istocie ośmiu potrzebowały... Cóż to jest, droga pani?
— Ogarnął mnie przestrach! tak, mówiła żywo pani Robert’owa... Ta kobieta ze swemi oczyma, ze swą dziwną powagą i ważonemi słowy, ze swém wejrzeniem przeszywającém, z jakimś majestatem i energią, które w sobie nic nie mają młodego....trwoży mnie. Ja nie mogę jéj poznać! nie umiem zrozumieć! Pierś i usta téj przyszłéj synowéj są dla mnie zamknięte... Przywiązana jest do Alfa... tak się zdaje... Alf jest jak anioł piękny i miły...