Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/593

Ta strona została skorygowana.

W przedpokoju zakrywszy twarz rękami Ludek płakał od rana tego, gdy mu przyjść kazano... Na zapytanie Zdzisława, ktoby był? odpowiedział krótko:
— To córka moja...
Dano mu więc pozostać tam w kątku... aż do zgonu, który trzeciego dnia nastąpił... Przyszedł do łóżka patrzeć na nią, ubraną już do snu wiecznego, wlepił oczy, złożył ręce i został nieruchomy przy niéj. Pogrzeb odbył się staraniem Zdzisława i profesora, a dawni znajomi Alfa poszli za ciałem jego matki...
Wszystko to stało się tak nagle, iż Zdzisław w ciągu tych dni spocząć, opamiętać się, zebrać nie mógł myśli i naradzić się co z Alfem ma począć. Od niego nie było listu, ani znaku życia. Mógł się więc Zdzisław domyślać, że oszczędzał matce zmartwienia i nic jéj nie miał do doniesienia pocieszającego...
Po pogrzebie córki stary Ludek, któremu jakiś zasiłek dał Zdzisław, znikł natychmiast.
Herminia dotrwawszy do końca przy choréj, nie straciła ani energii, ani spokoju ducha, niemi starała się utrzymać Zdzisława, którego smutek i niepokój był zatrważający.
Dopóki byli razem, ożywiał się i nabierał męztwa; pozostawszy sam, zamyślał się i chodził jak obłąkany. Śmierć matki Alfa, która syna powie-