Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/607

Ta strona została skorygowana.

— Myślicie tu zostać? chcecie chodzić na akademię? zapytał po chwili Sylwester.
— Ja? uczyć się? chodzić? — Nie — trzęsąc głową odparł Alf — zostanę, wyjadę, nie wiem — to zależy... Zobaczę... nie zawisłem od siebie... ochoty do nauki nie mam najmniejszéj — i do życia téż — dodał śmiejąc się — po co to?... Wszystko głupstwo...
Widząc go ciągle podrażnionym, Majak zmilczał...
Jakiś czas trwała cisza — palili cygara. Majak dla przerwania jéj, coś próbowała nucić...
— Byliście gdzie? odezwał się.
— Ja? nigdzie! nigdzie — nie mam potrzeby... rzekł Alf...
— Témbardziéj wam dziękuję, żeście dla mnie uczynili wyjątek...
Alf westchnął.
— Trochę byłem interesowany, muszę się przyznać — rzekł powoli — może mi powiecie gdzie ci państwo mieszkają?
— Kto?
— A hrabstwo! hrabstwo... Zdzisławowstwo, bo niewiem...
— Jeśli się o to dowiadujecie, mam nadzieję, że do zgody przyjdzie — zawołał Majak...
— A! do zgody! do zgody! śmiejąc się i zachodząc z jakiegoś dzikiego śmiechu odparł Alf: między nami? do zgody!...