Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/696

Ta strona została skorygowana.

jętnie, iż z twarzy jego najmniejszéj oznaki wzruszenia, ani radości dobadać nie było podobna. W téj małéj Suszy, któréj gospodarstwo było na łasce pisarza, a dochody z niéj prawie żadne, zabrakłoby może najpierwszych potrzeb życia, gdyby ich Wólka, pani Wilelmska i prezes nie dostarczali. Kapitan doglądał roli i gospodarował.
Zdzisław już powoli do sił przychodził, gdy się zgłosił do kapitana stary Puciata, także dopiero powstający z choroby, któréj przyczyną był powrot córki. List jego był suchy, smutny, dziwny. Uległ on konieczności, potrzebował zgody na rozwód, aby małżeństwem zatrzeć pamięć tego co zaszło. Kapitan miał polecenie mówić o tém ze Zdzisławem. Dopominano się téż o rozmaite pozostałości, pieniądze, wszystko co do hrabiny należało.
Kapitan zrazu mówić się o tém wahał, a pragnąc oszczędzić Zdzisławowi przykrych szczegółów, zażądał tylko od niego plenipotencyi. W sprawie rozwodowéj wszakże służyć ona nie mogła — do niéj więc Zdzisława przygotować było potrzeba. Jednego poranka widząc go silniejszym, już bowiem w krześle mógł siedzieć, Porowski po namyśle długim, odezwał się:
— Panie Zdzisławie, trzeba żebyś się uwolnił prawnie od tych więzów, od których dzięki Bogu jesteś oswobodzony. Rozwód jest koniecznością dla stron obu.