Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/782

Ta strona została skorygowana.

Nadewszystko zdawał się potrzebować spoczynku. Stasia w domu rozgospodarowawszy wszystko, podała mu rękę, żegnając go.
— Jadę do Wólki — odezwała się — pan idź i odpocznij — ale jutro wpraszam się do pilnowania chorego na pannę miłosierną. Od tego mi się pan nie wymówisz... dopóki zupełnie zdrów nie będziesz.
Ścisnęła go za rękę i nie czekając odpowiedzi wybiegła.
Kanonik z kapitanem poprowadzili go do łóżka... Dawał z sobą robić co kazali, śmiał się i radował wszystkiemu... Położono go do snu... Ksiądz Starski końmi Porowskiego ruszył do miasteczka po lekarza, kapitan pozostał...
Noc przeszła spokojnie... Nazajutrz rano w miejsce starego lekarza, przybył zastępujący go Żabicki, który od kilku lat praktykował w okolicy. Zdzisław zbudził się późno... otwarto okiennice — poznając starego przyjaciela wyciągnął ręce ku niemu...
— Jak się masz?
— A! hrabio kochany — czyżem ja się tak was widzieć spodziewał?
— A ja? czym się tak spodziewał wam po latach tylu przedstawić. Mój Żabicki — nie praw morałów temu, co wpadł w studnię... Za późno...
Doktór wziąwszy rękę do uścisku, zatrzymał ją badając puls, i nic nie mówiąc, puścił po chwili.
Spojrzeli na siebie...