Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu/88

Ta strona została skorygowana.

bardzo potrzebne... My także... to jest ja z córką wyjedziemy pewnie.
— Dokąd?
— Do Włoch... Na wsi niepodobna dokończyć wychowania panienki do wyższego towarzystwa przeznaczonéj.
— Na długo? po cichu zapytała hrabina.
— Oznaczyć trudno...
W téj chwili wszyscy podbiegli ku oknom... W głębi parku puszczano fajerwerk... tancerze nawet parami pobiegli, a Zdziś miał czas szepnąć do ucha Elsy w zamieszaniu tém, niepostrzeżony:
— Pani! nie zapomnisz o mnie! ja ten pączek na sercu nosić będę...
Elsa spojrzała oczkami zdziwionemi nieco.
— A! nie zapomnę...
Promień jéj oczu nic nie mówił...
Zdziś, rękę jéj ściskał. Uśmiechała się...
— A! jakie to ładne! zawołała patrząc na ulatujące w powietrze złote i rubinowe kule, zielone i sine gwiazdy — a! jakie to śliczne...
— Pani! nie zapomnisz o mnie! powtórzył Zdziś...
— I o tym prześlicznym fajerwerku! dodała w uniesieniu Elsa...
Zdaje się, że bukiet, ostatni więcéj ją zajmował niż Zdziś i jego gorące słowa... Mimowolnie porównał ją w duszy do Stasi... Dla czegoż ta twarzyczka chłodna, z pożyczanym uśmiechem i te oczy