Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Noc majowa.djvu/145

Ta strona została uwierzytelniona.

du. Wróciło dziewczę, potrzeba było rozmowę zmienić a uczynić weselszą, obojętną.
Przed pożegnaniem Bolek pocichu zapytał gospodyni, czy mąż jéj miał pełnomocnictwo do rozporządzania jéj majątkiem.
— Niestety — szepnęła pani — dałam mu je, a teraz nie śmiem i nie mogę odbierać.
Spojrzała w oczy gościowi. — Byłożby jakie niebezpieczeństwo? — spytała.
— Nie wiem o tém — rzekł Bolek — ale Bogusław jest dosyć nieoględny, stratny, lubi grę a nie umie się rachować. Choćby dziś nie groziło nic, jeżeli się przedłuży takie życie w rozłące...
Zadumała się pani Józefa.
— Co mi pan radzisz? — zapytała. — Nie chciałabym zbyt surowo się obchodzić z nim, ani jawném wystąpieniem krzywdę mu uczynić. Przecież tak prędko ruina grozić nam nie może?
Bolek nie nalegał. Na wyjezdném tylko szepnął, że teraz czuje się w obowiązku ofiarować jéj swe usługi, i że prosi aby w każdym razie chciała się zwracać do niego.
Z wycieczki téj powróciwszy, wprost się udał Bolek do Olsz..., w którym Karol jeszcze się znajdował. Znacznie już do sił przyszedłszy, prze-