Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Noc majowa.djvu/153

Ta strona została uwierzytelniona.

którego widywać nie będą — niepodobna jednak było aby choć raz Karol się tam nie zaprezentował, nie pokazał. Młoda pani była nadzwyczaj ciekawą. Karol, który ją dzieckiem widywał, nie obawiał się, aby go poznała lub domyśleć się mogła, było to niepodobieństwem, ale musiał unikać domu w którym każdego dnia mógł się z kimś spotkać.
Bolek zapowiedział mu, że go sam zawiezie do żony, takiego dnia i o takiéj porze, gdy z pewnością żadnych się odwiedzin lękać nie będzie potrzeba. Ostrożności te niezupełnie były zbyteczne... W miasteczku pobyt owego pana Maryana Ciesielskiego, jego starania o posadę, stosunki z naczelnikiem powiatu, życie późniejsze, potem wzięta dzierżawa, zainteresowanie się nim Bolka, przenosiny, choroba... obudzały ciekawość i rodziły podejrzenia.
Urzędnicy miejscowi widzieli w tém coś dwuznacznego. Czasy były w których na każdego nowego a nieznanego człowieka baczne zwracano oko. Chociaż ów Ciesielski legitymował się papierami służbowemi, świadectwy i t. p., przybycie jego tu, pobyt i łatwo pozawiązywane stosunki, ludziom szukającym tajemnic do odkrycia dawały do myślenia.