Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Okruszyny zbiór powiastek rozpraw i obrazków T.2.djvu/105

Ta strona została skorygowana.
Wacław.

Byłbyś nieposłusznym i niewiernym, gdybyś mi wszystkiego nie odkrył; każę, mów co wiesz!

Przemysław.

Najjaśniejszy Panie, ja nic nie wiem.

Wacław.

Nie chcesz powiedzieć. Bądź szczery, — wszystko ci wolno: mów, mów! Uwolnij mnie od tej piekielnej niespokojności która mnie gryzie. Otwórz mi oczy, powiedz choćby mi to przykrem być miało, skończ tę niespokojność, — przeczuwam coś złego.

Przemysław.

Nie śmiem, nie jestem pewny, domysły.

Wacław.

Są domysły? Mów, domysły!

Przemysław.

Ach! niech tylko na mnie spadnie złe, jakie z tego wyniknąć może?

Wacław.

Bądź spokojny, mów, mów, mów. — Widzisz jak cierpię piekielnie. Mów wszystko co wiesz, czego się domyślasz, co mówią. Mów wszystko, i więcej jeszcze, mów, potrzebuję tego; serce moje, dusza czekają i drżą.

Przemysław.

Mam mówić wszystko? Kazałeś Najjaśniejszy Panie — będę posłuszny. W istocie, snują mi się po głowie okropne domysły, codzień okropniej mnie dręczą. Twoja spokojność Najjaśniejszy Panie, twoje szczęście, za które oddałbym życie, wszystko mnie nagli abym nic nie taił. Hrabia Gwido i królowa kochają się.

Wacław (przyskakuje ku niemu ze złością).

Dowody! Jakie masz dowody! Mów potwarco, po-