Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Okruszyny zbiór powiastek rozpraw i obrazków T.2.djvu/88

Ta strona została skorygowana.
Wanda.

Nie potrafiłabym tego ukryć. I jakże?

Przemysław.

Szalona, pytasz mnie jak, a jesteś kobieta? Jak? jak chcesz — ukąś się za język, ile razy masz mu co słodkiego powiedzieć; zagryź usta, gdy mu się masz uśmiechnąć; stroń, kiedy za tobą goni; będziesz goniła, gdy zacznie uciekać. Tym sposobem rozdrażnisz go i dopniesz celu. Celem jest, żeby się z tobą ożenił.

Wanda.

Ach! jakżebym była szczęśliwa, mój bracie! (chce go uścisnąć).

Przemysław.

Bez tych pieszczot: gdy zostaniesz królową, potrafisz mi tysiącem sposobów okazać swoję wdzięczność. Teraz uważaj tylko, abyś go przywiodła do tego stopnia szaleństwa, iżby na nic się nie oglądając odrzucił Joannę, a ciebie wziął za żonę. Na to potrzeba teraz udawać oziębłą. Nikt nas nie słyszy? (ogląda się).

Wanda.

Nikt, — jak chcesz.

Przemysław.

Nikt nas nie słucha? (ogląda się).

Wanda.

Nikt.

Przemysław.

Mam i drugi sposób. Królowa Joanna....

Wanda.

Jak dobra pani!

Przemysław.

Czy nie myślisz się nad nią rozczulać? Cicho! mam drugi sposób. Królowa... Nikt nas nie słucha? (cicho) Królowa kocha hrabiego Gwido.