Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Okruszyny zbiór powiastek rozpraw i obrazków T.2.djvu/92

Ta strona została skorygowana.
SCENA III.
Przemysław, — Albertus.
Przemysław.

Witam cię ojcze. Dokąd-że to wyszedłeś tak późno?

Albertus.

Spojrzeć na niebo mój synu, i pomodlić się pod temi lipami.

Przemysław.

Więc, nie przeszkadzam. (Chce odejść).

Albertus.

Czekaj, będę jeszcze miał czas na modlitwę, a z tobą tak trudno złapać chwilę rozmowy.

Przemysław.

Tyle mam zatrudnień! W tej chwili...

Albertus.

Przynajmniej w tej chwili, nie odmówisz mi rozmowy. Króla nie ma.

Przemysław (niecierpliwie).

Siądźmy więc i — mówmy.

Albertus (po chwili).

Przemysławie, — powiedz mi, mnie się zdaje, ja czuję, przeczuwam coś okropnego na waszym dworze, jakieś intrygi, podejścia, knowania.

Przemysław.

Nie rozumiem.

Albertus.

Coś się tu knuje. Ten hrabia Gwido, który, nie wiem dla czego, pokazał się na dworze, i tak długo siedzi, tak wszędzie za królową się ugania, że już wszyscy gadają,