Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pan Major.djvu/137

Ta strona została uwierzytelniona.

przyznać do nieświadomości, wolą bąka ustrzelić, niż cofnąć się przed zagadką.
Ukończywszy swe opowiadanie staruszka, zamknęła je słowy, które mogłyby stanowić morał powieści, gdyby ona koniecznie go potrzebowała.
— Mój panie, rzekła, poczciwe uczucie w człowieku zawsze prawie prędzej później się wynagrodzi... ludzie się na niem poznać muszą i Opatrzność ulituje... Passya zła wzbudza tylko obawę i wstręt... Niech im tam Pan Bóg błogosławi!..

KONIEC.
Kraków — Drezno, Sierpień 1866.