Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pan Major.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.

Ale...
Wszędzie jest to ale...
Ale major bywał w domu despota, opryskliwy i niepomiarkowany, prawdomówca, nieoszczędził nikogo, gorżko często zalazł za skórę, bo języka powstrzymywać nie umiał. To mu robiło nieprzyjaciół... Drugiem ale było, że niefortunnie występował w sprawach serdecznych, choć najgoręcej ożenić się pragnął, tracił na starania i konkury wiele czasu, wiele serca, a nigdy ożenić się nie mógł — biorąc się do rzeczy trochę po żołniersku, prawie szturmem i przebojem. Dla tego też może począwszy szpakowacieć tak starannie włosy czernił i wąsy szwarcował, uparcie trzymając się na stanowisku mającego koniecznie kiedyś ożenić się człowieka.
Nadzieja ta go nie opuszczała, nią żył, nią oddychał... oddałby był wiele, wiele, żeby tę potrzebę serca mógł zaspokoić i stworzyć sobie rodzinę, której nie miał. Ale z każdym dniem, mimo poczernionych wąsów, zdawało się to trudniejszem... młode panienki obawiały się podtatusiałego majora, a dojrzalszych i przejrzałych on jakoś nie lubił.
Niejeden raz zdawało mu się, że już się do tego upragnionego celu życia dojdzie nareszcie, gdy niespodzianie wpadł ktoś, coś przeszkodziło, zaszły okoliczności nieprzewidziane, panna się rozmyśliła, familia zawahała i nieszczęśliwy major poszedł z kwitkiem. Po każdym takim wypadku dawał on sobie słowo zostać kawalerem, wyrzec się marzeń, poświęcić gospodarstwu, wąsów nie czernić i t. p. ale... jedno wejrzenie czarnych oczek cale niewinne nawet, jeden uśmieszek schwytany mimochodem, znowu go