Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu/76

Ta strona została skorygowana.

i ten sam. Dla niego elegancja stanowi warunek życia, rozrywka jest jedynym jego pokarmem, wesołość żywiołem, intryga zatrudnieniem. Trudno od niego wymagać, aby coś więcej nad to miał na celu.
— Ach! jaki bo ty jesteś stary, kuzynku! — rozumiała się Sylwja, z rodzajem wyrzutu zwracając się ku niemu. — Świat młody bawić się musi...
— Ja też przeciwko zabawie nie jestem, — począł, broniąc się obwiniony — tylko całe życie jej poświęcać, nie zdaje mi się właściwem. No, i mnie, do tego się przyznaję, zestarzałego przed czasem, jak kuzynka powiadasz, zabawa nie bawi.
— A cóż cię bawi? — podchwyciła złośliwie trochę Sylwja.
Micio długo, tęskno spojrzał jej w oczy i westchnął.
— Czy to dla nas wogóle chwila do zabawy, nie wiem i wątpię — rzekł smutnie.
— A! powiesz nam zaraz kazanie o surowych życia obowiązkach! — śmiejąc się, przerwała Sylwja — ale myśmy to już od ciebie słyszeli.
— Masz słuszność, kuzynko, — odparł Grabski — o mało nie powtórzyłem kazania z tekstu znanego ci jeszcze w Burzymowie. Tak, mnie się zawsze zdaje, że po wielkich klęskach i przesileniach, po stratach ogromnych ludzie się powinni skupiać na duchu, pracować, starać się siły odzyskać, a nie myśleć o zabawach.
— Jak to czuć, żeś kuzynek powrócił dziś ze Skierniewic od księcia arcybiskupa! — wesoło wtrąciła Sylwja.
— Mylisz się, piękna kuzynko, — odparł Mieczysław — bo nie znasz naszego arcybiskupa. Pewny jestem, że myśli tak samo jak ja, a jednak niktby tego po nim nie poznał. Napozór niema weselszego, swobodniejszego umysłu człowieka nad niego. Zasadza drzewka, pielęgnuje kwiatki, których jest niezmiernym miłośnikiem, dowcipkuje, żartuje, lubi jak ty towarzystwo wesołe, a wiem, że to wszystko poważniejsze my-