Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Powieść bez tytułu Cz. 1.djvu/257

Ta strona została uwierzytelniona.

251
POWIEŚĆ BEZ TYTUŁU.

nicy lub czyhający na odznaczenie się, jeśli nie myślą to złością... Kto nie może śpiewać, ten krzyczy, byle go słyszano. Najlepsze moje krytyki winienem, przyznaję, chętce ugryzienia i ochocie popisu. Wykręćże się tu, jeśliś mądry, ze szpon krytyki! Ten chce rozum pokazać i myśli, że go dowiedzie, wybierając z białego same plamy czarne; temu asindziéj zalałeś za skórę, boś odwiódł uwagę od jego lukubracyi; inny zagniewać się gotów, żeś młokos; inny, że mu się nie kłaniasz (ja sam się za to gniewam); daléj przyjdą znowu studenci, co na waszecinéj łysinie uczyć się zechcą dawać pstryczki... i tak daléj, i tak daléj... Naostatek, kiedyś przez ciernie i głogi dolazł, dowlókł się do tego, co ci się już zdaje wierzchołkiem — pst! stój! nowy wierzchołek Olimpu nad głową twoją z obłoków wyskoczył! Zaprzeczasz! to nie góra, mgły tylko; ale ba! sterczy jak wół! zaprzeć niepodobna. A waść już bezsilny w dole! z obrzękłemi nogami. Nowi mistrze, których miałeś honor ćwiczyć w infimie, zburzyli świątynię i zbudowali sobie nową na prędce, a ty poganinie, co się starym kłaniasz bogom, dostawszy kolanem... lecisz w dół na łeb i kwita!... Na tém się kończy zawód literacki... Dopiero gdy umrzesz, a dobrze cię obwąchają, że trupem śmierdzisz i wstać już nie możesz, a nie wskrzesi cię już nawet kadzidło — jeden, co całe życie kąsał za łydki, pióro temperuje do szumnego nekrologu, drugi do panegiryku, trzeci do sprawozdania, a czwarty do wydania dzieł kompletnych, na których zarobi więcéj napisawszy dwie stronice prospektu, niż ty przez całe życie pracując nad niemi... Sic transit gloria mundi! Pozostaje po jegomości kilka tomów makulatury,