Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Powieść bez tytułu Cz. 1.djvu/44

Ta strona została uwierzytelniona.

38
WYBÓR PISM J. I. KRASZEWSKIEGO.

postawił Stanisława przy młockach, wprawdzie z książką, ale mu ledwie parę razy dał wybiedz do domu. Tymczasem ciekawy a głupi ów nauczyciel napadł na papiery studenta i począł je nielitościwie wertować. Włosy powstały mu na głowie, gdy ogromny sekstern wierszy zobaczył i dowiedział się z nadpisu, że to są poezye pana Stanisława. Próbował je czytać, a nie zrozumiawszy nic prawie, rozgniewał się i rozpłomienił bardziéj jeszcze, schował corpus delicti do kieszeni, stancyę na klucz zamknął, a sam co najprędzéj poleciał z donosem do sędziego.
Sędzia wedle zwyczaju był na polu, ale to nie wstrzymało gorliwego delatora, który sadząc przez płoty i rowy, zdyszany cały poleciał do niego na poletek. Widząc go w tak niezwyczajnéj porze goniącego za sobą, pan Szarski domyślił się, że to nie jest bez kozery, powstał z półkopka, na którym siedział, i pośpieszył wyprostowany ku niemu.
Falszewicz tak był rozgniewany i wzburzony swojém odkryciem, a rad, że tą przepotężną gorliwością na kieliszek starki może zasłużyć, iż prawie mówić nie mógł. Zdjął czapkę z daleka, starając się wysapać za wczasu.
— Czegoż to aż tu mnie wasan łapiesz? zapytał sędzia.
— Jest racya, proszę jwpana, odparł dobywając papierów z uśmiechem lisim Falszewicz. Odkryła się śliczna rzecz! Jwpan zna moje przywiązanie do swojéj osoby... Otoż... jak tylko pan Stanisław poszedł do stodoły, przez życzliwość, przez gorliwość, chciałem zajrzeć do jego papierów co tam stoi... bo ja się to na tém znam! Ha! ha! choć z czwartéj wyszedłem, ale i szóstoklassistę w kąt zapędzę. Kiedy ja do tych