Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Przygody pana Marka Hińczy.djvu/133

Ta strona została uwierzytelniona.

jący zwierzchni nadzór nad przewozem, że młody panicz poszukiwany, został z innymi zabrany do dworu, i upewnił razem, iż obyczajem Wojskiego, gość, zwłaszcza ze stron odległych, nigdy nie bywał wypuszczony wprzódy, aż najmniéj po kilku dniach wesołych rekolekcyj we dworze.
Kruk, który znał kraj cały, a szczególniéj okolice, wiedział też tyle, ile mu było potrzeba o panu Wojskim; znał go z odgłosu, z obyczaju, z gościnności i z tego zastępu pięknych córek, dla których poszukiwał zięciów.
Miejsce to dla młodego człowieka nie wydawało mu się niebezpieczném, a pocieszało go tém, że nie leżało na gościńcu wiodącym do Warszawy, którym pani Kocowa jechać miała i jak się zaraz dowiedział, już była wyruszyła w dalszą podróż.
Zabezpieczony zapewnieniem tém, Kruk wypoczął dobrze, przeszedł się po miasteczku, zasięgnął języka w różnych przedmiotach, bo go wszystko, a osobliwie skandale i awantury obchodziły mocno, i nabrawszy ducha, w dalszą podróż wyruszył.






Starościna z Witowa mogła w ogóle tę podróż swoję do najnieszczęśliwszych w życiu zaliczyć. Już sam wypadek z rozbójnikami dochodził rozmiarów