Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Przygody pana Marka Hińczy.djvu/258

Ta strona została uwierzytelniona.

— Męża jéjmości wyzwę i zabiję! — rzekł z zimną krwią Downar.
— A daléj? — zapytała Starościna.
Downar zamilkł.
— Ja radzę: przyjmuj moję kapitulacyą i słowo...
— Będzie takie jako pierwsze? — zapytał Downar.
— Przecie śluby oba razem odbyć się mogą — dodała Starościna.
— Gdzież ta panna, na którą się waćpani chcesz pohandlować? — zapytał.
— Widziałeś ją u stołu.
— Jakto? narzeczona pana Marka Hińczy?
— Jaka, kto waćpanu powiedział? ani oświadczyn, ani narzeczenia nie było, a gdy ja zechcę...
— Ależ pan Marek?
— Gdy ja zechcę — powtórzyła Starościna.
Downar dumał.
— A! no! zobaczymy! niéma się o co spieszyć; ślub jutro jeszcze nie będzie: zobaczymy.
— Ale ewentualnie akceptujesz pan układ?
— Ani go przyjmuję, ani odrzucam: rzeczy zostają w zawieszeniu.
— Wróćmy do kompanii — dodała wdowa weseléj.