Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Przygody pana Marka Hińczy.djvu/319

Ta strona została uwierzytelniona.

ny być piękne w jego wieku. Ale konsyderacya, koligacya, krescytywa! Daj-że go katu! Na cały dom Hińczów lustr nowy... to, mospanie, chwat! lubię go... to, mospanie, człowiek!
Łowczy tak był przejęty powodzeniem swojego imiennika, tak mu pochlebiały listy Wojewody, zaprosiny na wesele, a potém wieść, iż Marek urzędzik dostał i czerwoną wstęgę, iż nic nikomu nie mówiąc, sprowadził regenta, zawarował sobie tylko dożywocie i rozporządzenie gotowizną, którą chciał przekazać klasztorowi, a resztę, Rogów z przyległościami, remanenta wszelkie i cobykolwiek po nim zostało, dał, oddał, darował i zapisał Markowi Hińczy z Zadasia.
Takową swą wolę ostatnią, nienaruszalną powiózł z sobą do Trzcinnéj na wesele i do rąk Wojewody, jako przyjaciela złożył.
Wyszedł więc pan Marek Hińcza z paupra na takie stanowisko w świecie, iż mu wszystko było dostępném; a ludzie powtarzali z panem Łowczym: że się w czepku urodził.

KONIEC.