Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Resurrecturi.djvu/198

Ta strona została skorygowana.

Julek szedł milczący, poważniejszy niż zwykle.
— Moja droga Cesiu, — rzekł — ty jesteś rozumniejsza od nas, to pewna. Ja, słuchając cię, uczę się i wstydzę, żem dotąd myślał za mało, żem żył tylko sercem. Ale ty sercem nie żyłaś wcale, tyś w pracy zapomniała o wszystkiem, tyś nie kochała nigdy, a Henryk...
Cesia zarumieniła się mocno: głosu jej zabrakło.
— Mylisz się, Julku — rzekła otwarcie. — Nie znasz życia mojego. Przed tobą jednym na świecie, boś moim bratem, bo chcę, abyś mnie znał taką, jaką jestem, przed tobą jednym powiedzieć mogę — mylisz się. Biedne moje serce biło, kochało, a oczy płakały... lecz nigdy nie straciłam panowania nad sobą. Tam, gdzie miłość musiała walczyć z obowiązkiem, nie wahałam się na chwilę ofiarą okupić spokoju sumienia i godności mojej. Tego samego wymagam od Henryka.
Coraz cięższym mówiąc głosem, wreszcie spuściła oczy i szła milcząca, jakby pod ciężarem wspomnień bolesnych. Julek był wzruszony; wziął jej rękę i ucałował ją w milczeniu.
— Cesiu moja, ja przed tobą klękam!
Pocałowała go w czoło.
— O nie! — zawołała — bratem mi bądź, daj mi dłoń i idźmy razem do celu! Padliśmy... zagrzebani w gruzach; własnemi rękami dobądźmy się z nich, a jeśli siły nie starczą, umrzyjmy na wyłomie, jak poczciwemu rodowi przystało. Czemże ród i szlachectwo? To różaniec wspomnień i przykładów. Nie żebrać nam, ale walczyć! Rycerstwo dawne bojowało z nieprzyjacielem na polu, kośćmi usłanem; my bądźmy rycerzami ducha, co wszystkie rycerstwa, co wszystkie stworzył szlachetności i szlachectwa. Walczmy ze świata pogardą, walczmy z opuszczeniem, walczmy z urągowiskiem, z niedostatkiem... z sobą samymi... bo walka tylko jest życiem, bo bez