Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Resurrecturi.djvu/259

Ta strona została skorygowana.

Sławczyński, który był także na nabożeństwie, mruczał pod nosem:
— Niechajże córki pilnują, bo jest jeszcze jeden, to im się zaraz tam wślizgnie, przewąchawszy grosza. Ho! ho! umieją chodzić koło swoich interesów i jeszcze gotowi z błota wyleźć. Trzeba to było wykurzyć raz na zawsze.
W restauracji u Szmula całe poobiedzie o tem tylko mówiono.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ.