Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/137

Ta strona została uwierzytelniona.

znaczącéj osobie, dla zbadania jéj usposobień, w ostatku parę maleńkich a ruchawych figurek potrzebował sobie zjednać uściskiem ręki, cygarami, okazywaniem wielkiéj czci i czułéj przyjaźni... Przygotowany był także hrabiemu Adamowi wygłosić swą teoryją pracy dla dobra powszechnego, a ks. Nestorowi, który go w świat wprowadził podkadzić wdzięcznością. Wszyscy ci byli mu jeszcze potrzebni. Jak wybrany Syxtus, podpiérał się na tych kulach, które miał odrzucić, gdy tylko uczuje, że się już bez nich obejść może.
Piętka rozumiejący go doskonale, odgadujący każdy ruch i cel jego, nie spuszczał z oka zręcznego robotnika... i zabawiał się tą zabiegliwością niezmordowaną, tą rachubą doskonałą... Płocki do każdego umiał przemówić inaczéj, trzeba było widziéć, z jaką zręcznością, niby nieumyślnie znajdował zawsze tego, kogo potrzebował, jak kołował, nim się zbliżył, jak zmieniał ton, ruch, mowę, minę, głos, zastosowując się do interlokutorów swoich, jak niknął w tym tłumie i wypływał na wiérzch, jak drobniał i wyrastał. Wszystko to dla nieubłaganego postrzegacza było jasném, choć reszta widzów cale się tych sztucznych obrotów nie domyślała.
Najdłużéj zatrzymał się Płocki przy hrabi Adamie, który sam do niego przyszedł, uprzejmie podając mu rękę. Zyskanie sobie dobréj opinii u tego człowieka, posiadającego szacunek ogółu i wiarę u ludzi, należało do najgorętszych życzeń