Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tryumf wiary.djvu/94

Ta strona została przepisana.

brosław. — Są tam kapłani naszego języka świadomi. Kniaź, który was wezwał, nic wam nie powie, tylko byście nad granicę na zwiady jechali, wywiedzieli się, a ja mówię wam, przyprowadźcie z sobą kapłana, który by przyszłej owczarni mógł być pasterzem.
— Ciężkie brzemię wkładacie na moje ramiona — odezwał się Ojciec Mateusz — pocieszam się tem tylko, że nie ja, niegodny sługa Boży, ale Duch święty wybierać będzie tego, którego chce postawić na świeczniku.
Rozmawiali jeszcze z sobą, gdy Dobrosława wezwano do kniazia, a ten z sobą poprowadził Własta. Mieszko snadź go się spodziewał, bo mu się łaskawie uśmiechnął.
— Potrzebny nam jesteś — rzekł — od granicy coś się rusza. Gero, czy jego zastępca gotuje się na nas. Trzeba wypatrzeć, co oni tam sposobią, abyśmy byli w gotowości. Jedźcie, patrzcie i wracajcie. Język ich i obyczaj znacie.
Włast mu się skłonił do kolan.
— Miłościwy panie — rzekł — spełnię wasz rozkaz, ile mi sił stanie.
— A do podróży ludzi i co potrzeba Dobrosław wam ze skarbca mojego dostarczy — dodał Mieszko.
Nie dano Włastowi czasu tyle, aby do domu powrócił i zaraz mu wszystko do podróży sposobić zaczęto. Dano mu czterech ludzi, na których czele stał Rudy Lulin, naj-