Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/151

Ta strona została uwierzytelniona.




KSIĘGA III.

Częstochowa.

Dzień był wiosenny, nielitościwie piękny i spokojny po nad tą nieszczęśliwą Polska, któréj niebiosa urągały lazurem, ptacy pieśniami, powietrze wonią młodości i świeżości; dzień był tak rozpaczliwie i niepojęcie jasny, cichy i błogi, jak bywa czasem na cmentarzu w czasie pogrzebu, aby ludziom przypomniał ich znikomość, a Bożą nieśmiertelność.
I w tym roku żałoby rozwijały się drzewa, przyleciało ptastwo, rozkwitły na mogiłach kwiaty, a w stolicy Saldern miotał obelgi na nieposłusznych i uległych sobie, na upokorzonych i zaprzedanych, na wszystkich... czuł się biczem Bożym i urągał przybitym z szatana cynizmem. Deptał nogami Polskę i plwał w twarz królowi, a li-