Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/249

Ta strona została uwierzytelniona.
247

jak Girod, awanturników głodnych, którym powierzać dowództwa sama ostrożność nie dopuszczała.
Usposobienie więc Washingtona, wodzów i kongresu dla nowych przybyszów, w chwili gdy Pułaski z towarzyszami wyładowywał u ujścia Delawary, wcale im nie było przyjazném; lękano się raczéj tych posiłków niż ich pożądano. Nowy świat czuł, że uwłaczającém dlań było szukać dowódzców u obcych.


W tak nieprzyjaznéj chwili garstka naszych wędrowców, wyszukawszy środki dostania się do obozu, puściła się ku Wilmingtown; przez nieznany, dziwny i zdumionym oczom z nową naturą przedstawujący się świat nowy.
Po pustynnych, piasczystych, spalonych wybrzeżach.. zwolna zapuścili się w tajemnicze głębiny kraju.. Przebywszy wydmy suche nadmorskie i słone jeziorka, przybierały one coraz wyrazistszą fizyognomią. —
Tu czuli się otoczeni naturą inną, potężną, wykwitająca kształty nieznanemi z siłą młodzień-