Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/290

Ta strona została uwierzytelniona.
288

przeważnym siłom Knyphausen’a wytrwać nie mogła.
Bój ten w którym nadzwyczajne rozpaczliwego męztwa dowody dawali wszyscy — trwał do nocy od świtu.. Ochotnicy z zielonemi gałęźmi na kapeluszach, z okrzykami lecieli na murowane szeregi Anglików, dokazywali cudów chwilowo, ale się rozbijali w końcu o te wyćwiczone, chłodne i posłuszne szeregi.
Ani przybycie spóźnione generała Griena, ani męztwo żołnierza, ani zimna krew Washingtona, niezdołały zapobiedz klęsce. — Dzień ten, który w kronice N. Świata żałobną pozostał pamiątką, wsławił się téż poświęceniem Lafayett'a, Pułaskiego i jego towarzyszów.
Pułaski rozpromieniony, przeżegnawszy się przed bojem starym obyczajem, w ryngrafie z M. Boską, w konfederatce, rzucił się razem z konnicą na nieprzyjaciela, szczęśliwy jakby mu wyrosły skrzydła.. Karol i Rogowski nie odstępywali go na krok..
Saracenka zbroczyła się krwią angielską, któréj podobno dotąd w długiém życiu nie kosztowała jeszcze.
Rogowski w spotkaniu z chmurą czerwonych