Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/295

Ta strona została uwierzytelniona.
293

Filadelfią, a aniższą Delawarą i flotą u ujścia stojącą, która dostarczała zapasów.
Wkrótce po wycofaniu się z nieszczęśliwego spotkania, Pułaski pociągnął razem z Washingtonem na Germanstown. Wódz rachując na uszczuplone Anglików siły, chciał co rychléj powetować klęskę i zwycięztwem w wojsku ducha odżywić.
Po ciężkim marszu stanęli dniem jesiennym pod Germanstown.


Ranek był dżdżysty, mgła gęsta późniéj nie dopuszczała się lepiéj rozpatrzeć w położeniu Anglików. — Wszakże niecierpliwe wojska się starły.
Jak wprzódy tak i teraz, pierwszy napad powiódł się Amerykanom, generał Conway z prawem skrzydłem, w którym był i Pułaski ze swoją brygadą i celnemi strzelcami — porzuciwszy Anglików — wparł się do środka ich obozu, przypierającego do miasteczka.
Pułaski na czele swéj jazdy, dając przykład męztwa, przeleciał na wskróś obozowisko angielskie, rąbiąc tak zaciekle, że struga krwi z pałasza jego lała mu się w rękaw munduru. Nic to wszakże nie pomogło, znowu pojedyńcze świetne czyny nie rozstrzygnęły walki.. nieszczęśliwéj jak pierwsza.