Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/324

Ta strona została uwierzytelniona.
322

Rogowski wypełnił zlecenie, namówił z łatwością Pułaskiego i Kościuszkę, aby się z obiadem do gwiazd wstrzymali i zmienili go obyczajem polskim na wieczerzę. Oba poklasnęli téj myśli. — Dzień zszedł szybko, poszli oglądać okolicę nad brzegi Delawary, potém wrócili.. nic nie zobaczywszy; bo nad nią stojąc, mówili o Wiśle i Bugu. Nastręczała się téż sposobność mówienia obszernego i o Ameryce; Kościuszko przybywał od armii północnéj; rozpowiadał o niéj, o generale Gates, o Washingtonie, mówiono o Francyi, wyglądając od niéj posiłków.
Wierzyli wszyscy w powodzenie dobréj sprawy; inne to były czasy, dziś — w dobréj sprawy tylko pognębienie wierzym.......
Nareszcie przyszedł wieczór; na wypogodzonem niebie pokazał się krzyż południa... coraz ciemniejszy szafir okrywać się począł tysiącem iskier, jakby na ucztę zapalonych... Karol już tylko oczekiwał na ukazanie się gwiazd — był w gotowości.
Serce mu biło jak swawolnemu studentowi, który zamierza dobrego spłatać figla... wbiegł do ogródka, po którym się przechadzali i uśmiechając rzekł do Pułaskiego: