Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/334

Ta strona została uwierzytelniona.
332

Były chwile jasne, ale życie snuło się czarno i leniwo.
Pułaski żył tylko walką i pracą. Karol zrazu się nią ożywił, ale oswoiwszy się z krajem i położeniem zatęsknił do domu, do tego wszystkiego, co za oceanem zostawił..
Choroba nieuleczona żalu po swéj ziemi, na którą niema ratunku chyba śmierć albo powrót — wślizgnęła się do jego piersi i potajemnie je szarpała. Wstydził się jéj, obawiał przyznać, taił z nią, wojował z sobą, a czuł, że ona go łamie i zwycięża. Każda godzina karmiła wzrastającym niepokojem, przeczuciami, w snach widział Polskę, na jawie marzyła mu się Skała, często ze snu zrywał się z sercem bijacém — próżno do mar zwodniczych wyciągając ramiona.
— Ale nie byłby się nikomu w świecie przyznał do tego co zrobił, chociaż go zbladła i uwiędła twarz zdradzała.
Pułaski upajał się sprawą wolności wprowadzając ład i porządek, w nieustannych waśniach z podwładnemi. — Niezwykły do hamowania się, gwałtowny, porywczy gdy mu krew do głowy buchnęła — zawsze jednym sposobem usiłował pokonać opór, żelazną wolą i charakterem. W końcu