Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/353

Ta strona została uwierzytelniona.
351

Pułaski pomilczawszy zaczął się modlić, Rogowski jął się krzątać około wyekwipowania, Karol chodził i gotował się też na jutro.
Na spoczynek, który ich miał nieco pokrzepić, zostało ledwie godzin pare, legli tak nierozebrani, aby ruszyć za daniem pierwszego znaku.


Wśród najgłębszéj ciszy, (noc była jeszcze) gdy obóz już powoli poruszać się zaczął. Rozkazy wydawano półgłosem.. ognie umyślnie pogaszono, siodłano konie omackiem.. regimenta szykowały się w milczeniu posępném.. dowódzcy objeżdżali oddziały.
Sam Lincoln kilka razy przesunął się konno, aby obejrzeć, czy wszystko jest w pogotowiu, największą bowiem wagę przywiązywano do tego szturmu, który miał być stanowczym..
Brało się na brzask, gdy cichy rozkaz ruszania, jak szmer przeleciał szeregi.. Pułaskiemu przywiedziono konia, miał siadać, gdy nastręczył się Rogowski, uścisnęli się milczący, rozrzewnieni oba. Karol już był na siodle, generał podał mu rękę, uścisnął ją, zadrżały dłonie, ale słowa do siebie nie powiedzieli.
Chwila przed bitwą jest zawsze godziną uro-