Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/364

Ta strona została uwierzytelniona.
362

Tak dla Karola Pluty skończyła się pierwsza epoka jego życia, próby i ofiary..
Powracał z siłami młodości, w pełni życia, przecierpiawszy wiele, zahartowany, — a w sercu tak świeży, młody, dziewiczy jak był wyjechał ze Skały — wracał ze wszystkiemi swemi marzeniami spotęgowanemi rycerskiemi przygody, które mu się, jak sen piękny wydawały.
Błogosławieństwo matki, opieka Boża, wśród tego świata pełnego zepsucia, płochości, zgorszeń, wszystkiego, co palne materyały młodości podżegać może — zachowały go nieświadomym złego, głuchym na nie, obojętnym na to, co z poezyą duszy jego nie dźwięczyło zgodnie i harmonijnie..
Gdy stopą dotknął tego pokładu, po nad którym powiewała bandera Francyi, zdawało mu się, że za chwilę już.. będzie w ojczyźnie.. rosła niecierpliwość, żądza widzenia swoich, przyciśnięcia do piersi stęsknionéj rodziny.. krewnych przyjaciół.. znajomych i nieznajomych, a braci. Przed oczyma bez ustanku przesuwały się dziecinne, młodociane wspomnienia, obrazy téj Skały, którą był pewien tak zastać, jak ją owego pamiętnego odjechał wieczora.