Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/60

Ta strona została uwierzytelniona.
58

Na rubieży w obozie razowy chléb z popiołem; w stolicy jedzono marcypany za moskiewskie pieniądze; tam brzmiała pieśń pobożna, tu niezbożne trele, tam umierano od kuli, tu z ran miłosnych. Król kupował arcydzieła sztuki, a prochu zebrano u sąsiadów.
I coraz więcéj twarzy się sromało, a kraj coraz to szérzéj płonął i były chwile że król się zadumywał, że dworacy bledli, że tchórze szeptali.. ale ambassador zawsze upewniał że Imperatorowa JMość nie opuści téj umiłowanéj przez się Rzeczypospolitéj..
Ale walka szła w przewłokę, a z polskiemi sercami, niestety! umrzeć na raz łatwo, długo wytrwać, chyba cudem. Gdy jedni przystępowali, odstępowali drudzy, Imperatorowa JMość miała baczne oko, w Polsce u swego galanta była jak w domu rozgospodarowaną.. Królował w istocie ambassador, a król posłował tylko od Imperatorowéj dobrodziejki do narodu.
Był bo to człowiek którego nikt poczciwy zrozumieć nie mógł; młodość czy los rzezańcem go na sercu uczyniły, bo rozum miał a woli mu brakło, bo miłości brakło i kameleonem czynił go strach i grzeszność.