Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/76

Ta strona została uwierzytelniona.
74

— Ja was kocham, bardzo was kocham, Ewusiu! tak jak nikogo w świecie kochać nie będę... ale wy? wy?...
— Ja — panie Karolu! o mój Boże... ja pana kocham... jak brata... odrzekło dziewczę nie śmiało — ale doprawdy... strach mnie jakiś ogarnia...
— O! nie bój się! zawołał Karol ośmielając się — a powiedz mi, czy mnie tak zawsze kochać będziesz.. czy.. nie zapomnisz o mnie..?
— O nigdy! nigdy! odpowiedziała Ewa...
W tém miejscu rozmowy jakby straszny grom rozległ się głos matki.
— Cóż wy tu tak rozprawiacie? Matka stała tuż, o krok, uśmiechnięta ale z oczyma łzawemi... może się téż domyślała czegoś. Przybliżyła się do wychowanki.
Karol miał tylko czas dać jéj znak, aby go nie zdradziła. Promienna chwila życia minęła, powoli szli nazad ku dworowi — nie śmiejąc już oczów podnieść na siebie.


Tymczasem Staszek biegł ze dworu do chatynki za ogrodem, do matusi, wdowy młynarzowéj. On ją tylko jednę chciał pożegnać... na