Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom II.djvu/16

Ta strona została uwierzytelniona.
16

wyrzucając sobie, że czynił to pytanie, a ona... Ewa?
— Ewa! Ewa! odpowiedział rotmistrz podnosząc na niego oczy posępne — zwyczajnie Ewa... panie... Poszła za mąż za dalekiego krewniaka waszego, dla imienia... za pana Wacława Plutę...
Wy — byliście dla nas już umarli... Myśleli wszyscy, głoszono u nas za najpewniejsze, iż okręt co was wiózł do Ameryki, rozbił się gdzieś w czasie burzy pod San Domingo... i że tylko pan Pułaski się uratował... Opłakaliśmy was... pogrzebli... Oni się modlili... i poumierali...
Karol sparł głowę na dłoniach i zapłakał...
— A! trzeba mi było umrzeć raczéj tam, niż na ten cmentarz powracać... rzekł w duchu.
Cios był za silny, za gwałtowny, by go zabił — obalił tylko na chwilę i odurzył, życie wróciło... ale rażone tym paraliżem powolnym serca, co niszczy, nęka, rozchodzi się po człowieku... jak trucizna i codzień mu odejmuje po troszę siły, po resztce wiary.......