Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom II.djvu/19

Ta strona została uwierzytelniona.
19

— Powiedz mi... więc Ewa... Ewa dobrowolnie poszła za niego... za tego Wacława... ona?
— Alboż... co? spytał Poremba zdumiony, który nic się nie zdawał domyślać...
— Ale ja ją kochałem... a ona... ona...
— Ona kochała pana Wacława... to pewna... przerwał rotmistrz... Jejmość się nasza do ostatku przeciwiła temu, jakby miała złe przeczucia... ale w końcu, gdy panna Ewelina leżała u nóg jéj, aby ją wydano za Wacława... musiało się stać jak chciała...
I ma, dodał rotmistrz... czego sobie życzyła...
Starego, zdrętwiałego rotmistrza gorycz téj chwili poić się zdawała i rozmarzać... chodził wielkiemi krokami po izdebce, tłukąc się po niéj jak w klatce... lice mu płonęło, łzy ciekły z oczów, mówił coraz żywiéj i goręcéj.
— Oj nie będę ci już taił... bo się nie godzi i nie potrzeba... bo to jest przez samego Boga wyznaczona uroczysta chwila... przybyłeś pan nie na groby tylko... grób rzecz święta... a po za nim nadzieja... ale na urągowisko grobom.
Dawnoż to przysypaliśmy ostatnią garścią piasku naszą dobrodziejkę? Ledwie kilkanaście