Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom II.djvu/396

Ta strona została uwierzytelniona.
396

Udali się raz jeszcze z pożegnaninm do Fontainebleau... Kościuszko błogosławił wracającym. — Czy ja kiedy tę ziemię jeszcze zobaczę i tém powietrzem odetchnę?
I łzy im się kręciły w oczach.
Nazajutrz spiesznie ruszyli w podróż; a że droga wiodła ich na Drezno, znowu spoczęli dzień w téj polskiéj gospodzie, któréj żaden nasz prawie wygnaniec nie minął. Kościuszko, Kołłątaj, Potocki, Niemcewicz, Wybicki, Ogiński... wszyscy się oparli o nieuniknione Drezno. Tu pod złotym Aniołem, chlubiącym się wspomnieniem Schillera Eliasz Tremo namówił Dąbrowskiego do przyjęcia dowództwa nad legionami. Wspomnień pełno było na każdym kroku, herbów jeszcze nie startych dość na murach i gmachach.. Elba wydawała się Wisły siostrzycą.
Teraz jak zawsze, cisnęły się tu burzą zagnane polskie rodziny... wyczekując lepszych czasów...
Jak gdyby dla Polski mogły kiedy przyjść lepsze czasy...
Nie zatrzymując się, biegli do Skały... spoczywać...