Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom II.djvu/398

Ta strona została uwierzytelniona.
398

Zbliżywszy się, dopiero dostrzegli opustoszenie, zaniedbanie tego niegdyś tak ożywionego kątka. —
Dworu trzymała się ścian resztka... do pół obrosła chwastami i zielem; kilka drzew osmalonych, czarnych, jak skelety nad niemi sterczały. Podworzec rozgrodzony, zarosły, w nieładzie dzikie zajęły gąszcze.
Parę chudych koni spętanych pasły się tu jak na rozłogu.. chora jakaś krówka przywiązana do drzewa, gryzła trawę..
Ni znaku życia, ni żywéj duszy... tylko to ptastwo, które słyszeli świegocące w lipach, — unosiło się i tu szczebiocąc jak nad grobami cmentarzów.
— Wy umieracie — ale życie nie umiera...

Koniec części II.
Czcionkami A. Schmädickiego w Poznaniu.