Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom II.djvu/59

Ta strona została uwierzytelniona.
59

sobie, żeście mnie już trochę poznali. Sposobność mieliście ku temu. — Mam do was prośbę jedną.. Oddaję wam Ewę w opiekę.. starajcie się by była szczęśliwą.. jestem jéj bratem, zastępuję rodziców i rodzinę całą.. Prawa czuwania nad jéj losem nie wyrzekłem się i nie wyrzekę.. Pomnijcie.. że mogę was kiedyś spytać o rachunek.
Starosta zmięszał się i oburzył nieco.
— Ale żkądże wątpliwość o jéj szczęściu, a o mojém przywiązaniu powzięliście? zapytał.
— Nie wątpię dotąd ani o jedném, ani o drugiém.. spełniam tylko obowiązek, prosząc byście czuwali nad sobą i nad nią..
— Masz mnie więc za potrzebującego nauki moralnéj? kochany kuzynie! szydersko spytał Wacław.
— Zdaje mi się, że każdemu z nas się ona przydać może...
Wacław niewiedząc już jak z tego wynijść, w żart musiał obrócić surową naukę i przełknął ją, udając że nie rozumie.
Karol poszedł do Ewy.
— Jutro jadę, rzekł do niéj głośno — nie żegnam was, kochana siostro, mówię tylko — do widzenia.. Wyście mi zostali jedną z rodziny