Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom II.djvu/93

Ta strona została uwierzytelniona.
93

prawie, domyślał się pod niemi innéj prawdy nad tę, którą znał i widział, chciał się przekonać z blizka, czy w istocie na wieki, a przynajmniéj na wiek jego.. potrzeba się było wyrzec nadziei.
Człowiek ten zamknięty długo w ciszy lasów, zgięty nad zagonem, obudził się jednego ranka z gwałtowném pragnieniem wybieżenia w świat, dla dojścia prawdy.


Rotmistrz Poremba, który już włóczył się tylko o kiju ze swéj izdebki do jadalni, a czasem na ławkę w ganku, zdziwił się, gdy mu przy wieczerzy zapowiedział Karól niespodzianie, że wyjechać będzie musiał..
Wyjechać! w głowie się pomieścić nie mogło staremu, bo Karol niekiedy do kościoła, rzadziéj do miasteczka, a ledwie w rok raz w sąsiedztwo mógł się wybrać, daléj zaś od lat kilkunastu nie wyjrzał nigdy, ani okazał chęci, wydobycia się za poleskie lasy i błota.
Z razu Poremba nic nie zrozumiał, myślał, że to będzie kilkagodzinna wycieczka i zapytał. —
— Wszakże pan na noc powróci?
Karol się uśmiechnął.