Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Za Sasów 02.djvu/79

Ta strona została uwierzytelniona.

sem i butów nie zrzuca po dni kilka, jak stał kładąc się spoczywać z mieczem jak koncerz ogromnym u wezgłowia... Klejnotów ani na nim ani przy nim nikt nigdy nie widział, na kobiety nie patrzy i znać ich nie chce... Obyczajów jest surowych, żołnierz przedewszystkiem, dla siebie i drugich nie przebłagany... August przy nim jak lalka wygląda i śmiać się z niego może, nieokrzesanym go gburem mieniąc, ale gbur... bije i zwycięża...
— Myślicie — wtrącił Slaski, który na dworze bywał i miał na nim przyjaciół — iż August bardzo do serca bierze, iż mu ludzi nabijają i armat nazdobywają! Byleby mu Lubomirskiej i nałożnic jego nie odebrano, zresztą co go kosztuje kontrybucję nową na sasów nałożyć i akcyzą ucisnąć? W kilka dni po batalii, w której go na głowę pobito, pił, ucztował i śmiał się, jakby nic a nic nie obchodziło go, iż mu najpiękniejszą gwardyę jego wytrzebiono... Wszak ci dla niego stworzony świat, a nie on dla tego świata... Karol XII kiedyś ustąpić musi, Austrya i cesarstwo ogłosi swojego Kurfirsta... mogiły porosną darnią a August dyamentami okryty Herkulesa i Samsona na teatrum mundi będzie reprezentował!





V.

Drżąca, blada, zapłakana, gniewna wypadła z furtki ogrodowej księżna Cieszyńska i rzuciła się w otwarte drzwiczki kolebki swojej... Nie spojrzała na swych dworzan i sługi... nie wiedziała co pocznie, ludzie żadnego nie mieli rozkazu... Przyszedł do niej starszy rękodajny spytać.