Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 2.djvu/73

Ta strona została uwierzytelniona.
VI.
KNYSZYN.

Pomimo błota i deszczu, wszystko co żyło w miasteczku leciało do okien, zaczerniało w gankach, wytoczyło się w uliczki. Długi sznur krytych skórami wozów, koni powodnych, rydwanów jezdnych sunął się do zamku; na którego dziedzińcu, moście zwodzonym, podwórzach, w komnatach, panował ruch niezwykły. Po kominach rozpalano ognie na prędce, wymiatano podłogi, wykadzano izby smółką i wymyślniejszemi kadzidły. Czeladź zamkowa i przybywająca zajęta była uprzątaniem, biegała, wołała i potrącała się znosząc paki, rozwijając tłumoki, wprowadzając przyjeżdżających.
Z królem Zygmuntem Augustem jechali do Knyszyna z panów senatorów: Franciszek Krasiński biskup Krakowski, Mikołaj Krzysztof Radziwiłł marszałek W. Litewski, Stanisław Sędziwój Czarnkowski referendarz koronny. Każdy z nich wiódł przyzwoity stanowi swemu i dostojeństwu dwór, a połączone poczty biskupa, marszałka, referendarski, panów Mikołaja i Jerzego