Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/180

Ta strona została przepisana.

Ten wie przynajmniej, czego chce.
Poznał mnie w tłumie, zeskoczył ze skrzyni, chwycił mnie zdrową ręką za ramię i pochylił mi się do ucha:
— A wy co? rozglądacie się?! — Drugą atakę na ratusz — ot co!
— Nie mamy tego w programie dziennym.
— Programa nocna jest, nie dzienna. Gdzie u was proch? gdzie pękające blaszanki? Takie wy i rewolucjonery.
Spojrzał na mnie z nietajoną pogardą i poleciał gdzieś na czele tłumu, który, czując siłę, ciągnął za nią w noc.



168