Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/204

Ta strona została przepisana.

tego nie mogę ocenić dostatecznie. Nasza rozmowa nie zawadziła wyraźnie o ten przedmiot, nie była mu wszelako obca. Oczywiście, po przerwaniu strajku, walka z rządem sprowadzona być musi do walki ręcznej.
Odnalezienie kilku ludzi zbratanych z naszą partją, z których paru znalem już z Warszawy — zabrało mi niewiele czasu. Wyprawa zaś przemytnicza tak jest urządzona, że wydaję się sam sobie tylko honorowym wykonawcą cudzego planu. Oprócz zaszczytu ryzykowania swej skóry w razie niepowodzenia na granicy, używam sobie przywileju kilkudniowych wakacyj — i to z Helą. Ona wchodzi we wszystkie szczegóły spisku i jest o nim doskonale powiadomiona. Chce mi towarzyszyć do rządowej fabryki broni w Katowicach, nawet aż do Warszawy.
Jest znowu w fazie rozkosznej. Panuje w jej obejściu się ze mną gościnność, przypominająca ową dawną wycieczkę do Wannsee, na której powtórzenie, wobec konieczności pośpiechu i innych działań, nie znaleźliśmy czasu. Nie wartoby też psuć owych wrażeń gorących latem i młodością przez odnawianie ich w zimie. Nie przypłynęłyby już do nas łabędzie po drżącej, zielonawej wodzie; nie byłoby w pocałunkach smaku wieczornych sosen, ani nad nami tego pełnego nadziei nieba.
Zawiozła mnie swoją karetą do różnych miejsc, z któremi się zwykła, jakby mi chciała namacalnie pokazać swoje tutejsze życie. I tak jednak go nie zrozumiałem, stwierdziłem tylko, że je lubi, że czuje się w tych murach, w tych złoconych klatkach triumfującą. Jej mieszkanie w dzielnicy przyległej do Tiergartenu tchnie dobrobytem i arystokratyczną powagą; obiad w niem wygląda jak królewska jakaś uroczystość na scenie.

192