Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/230

Ta strona została przepisana.




15 stycznia 1906.

Ledwie żem cało wyszedł ze sromotnej awantury. — Kazaliśmy wprawdzie zastrajkować robotnikom fabryki Thielego. Tak, „kazaliśmy“, bo i ja jestem przecie jeszcze w partji. Ale czyż robotnicy, nie należący do naszej organizacji, nie mają prawa naradzać się nad kwestją, nawet głośno przemawiać przeciw naszej uchwale? Sprawa to dotycząca bezpośrednio ich skóry. My, robotnicy także, nie jesteśmy psiarnią, puszczoną przez jedną część ludu na drugą!
Dowiedziałem się przez telefon o napadzie zbójeckim na wiec robotników, chcących powrócić do pracy. Tego już nikt nie upoważnił. Panowie Held i Szmul Krótki zebrali kupę i napadli z browningami na towarzyszów pracy, choć nie partyjnych; uczynili to na swoją rękę.
Telefony znosiły mi wieści nadzwyczajne:
Haben gekrygt ainen grojsen zdrajce! — charkał głos żydowski z naszego partyjnego lokalu.
— Mordują bezbronnych... kule przeciw pięściom! Piast w niebezpieczeństwie! — wołał z innego miejsca głos kobiecy.
A wam czto? Ty zdzieś k’komu? — odpowiadał żołnierz, czy żandarm z pod adresu, gdzie go nie mogłem się spodziewać.

218