Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/282

Ta strona została przepisana.

— i Latzki usiadł, drapiąc palcami po stole. A nasz stary tak powiedział:
„Chwila jest, Lejbo Latzki, że trzeba ogłosić prawdę o tobie i o was, bo przebrała się miara liczby i nieprawości waszej. Dopóki władaliście tylko złotem, byliście jeszcze znośni. Gdy przez złoto sięgacie do innych potęg i oplatacie dusze — czas jest otrząsnąć się od was i z wami walczyć“.
— Tu mu już oficer przerwał, Latzki zaś zażądał zapisania do protokółu wyrazów obelżywych i potwarczych, skierowanych do urzędnika pruskiego ministerjum. Wyprowadzono potem Piasta, to jest, panie tego, on sam na wezwanie wrócił spokojnym krokiem do więzienia. Wtedy dopiero Latzki zaczął szwargotać zapalczywie, przyciszonym głosem, aż mu gały na łeb wylazły. Oficer i prokurator słuchali go grzecznie, ale niby zprzymusu. I wiecie, kolego? — dziwna rzecz! Nikt tam nie zdawał się nienawidzieć Piasta, oprócz Latzkiego. Oficer okazywał mu nawet pewną względność, żołnierze — stupajki usuwały mu się prawie ode drzwi. — Ja przecie wiem, jak to innych traktują po naszych więzieniach!
— Najgorszy ten rozwścieczony Latzki — zauważyłem — ten zgubić gotów Piasta. — — Ale jakże dalej poszedł proces? czy prokurator sformułował już akt oskarżenia?
— Podobno jeszcze nie. Czekają na innych świadków z Berlina. A także mówią między naszymi, panie tego, że Piast jest dawnym oficerem francuskim? — — Kto takiego wie?! I nie mogłem zebrać dokładnych dalszych wiadomości, bo mnie, panie tego... uwolniono. Siedzę tam jeszcze z naszej kolei: Tatur, panna Czadowska, ale dostępu do nich niema.

270