Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/294

Ta strona została przepisana.

— Panie Tadeuszu! My tu nie na lamenty przyjechaliśmy, ale na odpoczynek przed nową pracą. On powróci! On mi obiecał!
Spojrzałem na nią. Oczy miała jasne, ideowo namiętne.
Nazajutrz sprowadziłem podstępnie do panny Zofji znajomego mi profesora, psychjatrę. Wywiązał się dobrze z zadania. Pragnął się tylko przedstawić pannie Czadowskiej, jako krewny jej krewnych i zainteresowany w wielu robotach społecznych w Królestwie. Był dostatecznie swobodny i wcale nie natarczywy w zapytaniach; lekko naprowadził rozmowę na temat Piasta, którego był i jest wyznawcą. — — Dodać trzeba, że panna Zofja przed obcym zupełnie człowiekiem była w wynurzeniach powściągliwsza; jednak ani słowem nie zaprzeczyła swemu przekonaniu, że Piast dotychczas istnieje.
Rozmówiłem się z profesorem bezpośrednio po tej wizycie.
— Cerebracja panny Czadowskiej — powiedział mi — nie jest dotychczas bynajmniej wadliwa, oprócz na tym jednym punkcie. Stwierdziłem już takie objawy chwilowego porażenia mózgu przez szereg bardzo silnych i jednolitych wrażeń. Może to być ten wypadek, może zachodzić uporczywe ukrywanie jakichś powiadomień, sprzecznych z wieścią rozpowszechnioną o śmierci Wojciecha Piasta, powiadomień, których my nie znamy? Mogą wreszcie być te powiadomienia fałszywe, lub problematyczne, a nasza znajoma czepia się ich, jako deski zbawczej, dla uratowania swych ukochanych złudzeń. Spotkałem w mej praktyce dużo pacjentów wmawiających w siebie wierzenia niemożliwe, lecz pożądane. I ten stan umysłu przejść może w monomanję.

282