Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/56

Ta strona została przepisana.

tych regentów, łuczników, członków straży obywatelskiej i różnych miejskich znakomitości, choćby malowanych przez van der Helsta, już patrzeć nie mogę.
Taki zaś portret zbiorowy, jak „Syndykowie sukienników“ przez Rembrandta — to co innego. Ten obraz sam jeden nagradza podróż do Amsterdamu. Tylko wolałbym go oglądać nie sam, lecz pokazywać rudej, przekornej główce, która niechby już sobie bredziła o sztuce, byle temi czerwonemi ustami.
Pokazałbym jej także prywatną galerję pana Sixa, potomka owych Sixów, których Rembrandt malował, jako przyjaciel rodziny. I domek ten sam na Heerengracht z progiem zaklęsłym, z którego wychodził ongi Jan Six, burmistrz Amsterdamu, na swe publiczne funkcje, zamyślony o pożytku miasta. Dzisiaj stoi w tej pozie na bezcennym płótnie, portretowany przez Rembrandta — i naciąga powoli wielką zamszową rękawicę ze sztylpą.
Zwiedzający ze mną galerję bardzo wytworny młodzieniec zapytał mnie grzecznie, co właściwie robi ten pan Six na obrazie?...
Ten, który pytał, był co najmniej hrabią. Pomyślałem, dla kogoby obecnie Rembrandt mógł malować?
Wogóle Amsterdam jest najbardziej sobą pod względem malowniczym na wielkiej bezwodnej arterji zwanej Damrak i na przedmieściach, w zaułkach, gdzie stoją jeszcze niezrównanej lekkości, wąskie, jednem oknem u góry zakończone, piramidalne domki z XVI i XVII w. Imponujące grachty, koncentryczne kanały, lukami dostosowane do rzeki Amstel, można zobaczyć w jednem miejscu i już się zna je wszystkie. Wodna ulica ma z obu stron szerokie, drzewami ocienione bulwary, za któremi rzędy domków w tej niezmiernej ilości nieco

44