Strona:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu/83

Ta strona została przepisana.

po tych dziwolągach oprowadzać młode pokolenie kształcących się artystów, choćby południowo-niemieckich, i dowodzić, że kultura militarno-finansowa zdolna jest zbudować tylko ciężkie zawalidrogi w życiu wewnętrznem i zewnętrznem, na obraz i podobieństwo swoje.
Zbyt tanią zabawą jest wyliczanie potwornych dzieł sztuki urzędowej, które tu ostatniemi czasy wyrosły. Zły smak rozlał się i na budownictwo prywatne i na wszelkie ozdoby życia. Szukam wyrazu na ogólny pozór wrażeniowy Berlina.
Zwykle symbolizujemy miasta przez postacie kobiece. Czy można inaczej wyobrazić sobie symbol Aten, Paryża, Wiednia, Hagi, nawet Krakowa i Norymbergji, jak pod postacią kobiety. Na bóstwo Berlina żaden chyba rzeźbiarz nie znalazłby kobiecego wzoru, zwłaszcza gdyby go szukał wśród samic miejscowych, najbrzydszych, jakie wydało krzyżowanie ras europejskich. Bóstwo Berlina jest stanowczo rodzaju męskiego, mocne i otyłe, z wyrazem potęgi w brzuchu, koniecznie umundurowane, oparte na krzyżu bezchrystusowym, zaostrzonym w miecz...
Nie potrzebuję zresztą wysilać wyobrażeń, bo stworzono niedawno z porfiru genjusza Berlina, którego nazwano Rolandem. Jaki to Roland? — nikt nie śmiał zapytać panującego twórcę pomysłu, a może i rysunku. Z urzędowego pruskiego natchnienia wyskoczył porfirowy drab, małpujący staroniemiecką tradycję mieszczańsko-rycerską, i rozkazano mu się nazywać „Rolandem Berlina“. Przed groźnie opancerzonym nosem trzym a ów krzyżowy miecz, ażeby wyrażać zarazem dobroczynny wpływ kulturalny, stoi na wierzchu studni, lejącej wodę na cztery strony świata.

71