Strona:Józef Weyssenhoff - Jan bez ziemi.djvu/273

Ta strona została przepisana.




XXI.

W przedostatni dzień karnawału Jan Skumin przyjechał z Warszawy do Poznania i stanął w Bazarze.
Jeszcze trzy dni temu ten powrót do Poznania wydawał mu się nie do pomyślenia. Gdy jednak otrzymał w Warszawie zaproszenie na bal „Ziemiański“ do Bazaru, i to jeszcze z uprzejmym dopiskiem pani Weroniki Radomickiej, jednej z gospodyń balu, przetarł oczy, obejrzał adres i znajome pismo, poczem już bez dalszego namysłu wybrał się w podróż.
Poznań, obleczony w zimową, mniej świetną, ale czystą szatę, wydał mu się nowym z pozoru, lecz oddawna kochanym w swej treści. Nawet mróz w tem mieście był polski. Przejeżdżając, liczył pokolei znajome gmachy, czy nie uległy jakim uszkodzeniom. Nie — zachowane były wybornie i pyszniły się jeszcze wspanialej w powietrzu białem. Na placu Wolności ostatni dom wykupiony został z rąk niemieckich.
Znużony gorączką i chaosem Warszawy, Skumin witał rozkosznie atmosferę spokoju i ładu, w której dojrzewały owoce sumiennej, polskiej pracy.