Strona:Józef Weyssenhoff - Unia.djvu/180

Ta strona została przepisana.




XI.

Mocno żałował Chmara, że się zgodził na dodatkowe obrady w ściślejszem kółku. »Gawęda« — tak się miała nazywać i pozostać przy tym charakterze — przedłużyła się nadmiernie. Apolinary Budzisz dobył z siebie i z kieszeni liczne wystąpienia, wątpliwości, notatki, broszury, wypisy nawet z dzieł tomowych. Hieronim i Kazimierz podejrzywali go, czy nie chce tutaj odbyć generalnej próby swego odczytu o Unii, o którym każdemu pod sekretem się zwierzył, aż już wszyscy niemal uczestnicy zebrania wiedzieli o projekcie. I gawęda zmieniła się w formalną sesyę pod kierownictwem nie gospodarza domu, lecz Apolinarego Budzisza, z porządkiem dziennym niewyczerpanym, tkwiącym w głębiach dokumentnie nabitego działacza z Korony. Póki jeszcze obracano się w ogólnikach, w sądach historycznych — bo i takie wydobył z siebie Budzisz — zebranie było spokojne. Chmara nalegał tylko, aby skracać,